Trzecia moja recenzja tego zespołu.Jest to pierwsza płyta Septic Flesh warta odsłuchania-schodząc niżej do fallen temple na przykład,już znajdziecie tylko mieszankę darku i doomu,kompletnie nie zachwycającą w porównaniu do trzech ostatnich płyt.
Co nie znaczy,że na Rewolucji znajdziemy to samo,co na Sumerian czy Communion.Nie mamy tutaj death metalowego przypierdolu,chórów,operowych wokali i towarzystwa orkiestry.A co mamy?
Mamy coś w rodzaju industrialnego rocka (bo już nie metalu praktycznie) w arcy melodyjnej odsłonie.Trzeba przyznać,że mechaniczne brzmienie i futurystyczny klimat udało im się zajebiście osiągnąć.Gitara rytmiczna brzmi jak przyrżnięcia spawarki,która dodaje przyjebania temu tworowi,a prowadząca wydobywa z siebie wysokie dźwięki i napędza tą całą machinę solóweczkami.Perkusja również nie napierdala jak jebnięta-powoli,a precyzyjnie i zajebiście skutecznie,stopki co prawda brzmią "płytko" i trudno się dokopać do ich brzmienia,żeby dobrze je usłyszeć ale przynajmniej nie buczą,nie pierdzą,tylko jak to słyszymy,to wiemy,co to jest.Co do wokali to też jest zmiana.Nie ma tu growlu Spirosa prawie w ogóle,o ile dobrze usłyszałem jest tylko na kawałku Nephilim Sons i to też nie w całości.Jest za to mnóstwo czystych wokali,skrzeków i charczenia wydobywających się z gardła Sotirisa-który po raz pierwszy wyszedł naprzód jako główny wokalista.Mam podejrzenia,że ta płyta w całości jest jego pomysłem,gdyż nie raz mówił,że marzy stworzyć muzę do jakiegoś filmu science-fiction-a to tutaj w sam raz pasuje.
Co czujemy,jak słuchamy płyty??Różnie.Ja na przykład czuję tu atmosferę prosto z laboratorium gdzieś na krańcu światła,gdzie słońce nie dociera,a wnętrze widać tylko dzięki reflektorom,z których wydobywa się szare światło.Widzę przed sobą lekko-stukniętego doktora,pracującego nad nową maszynerią,nerwowo spoglądającego w mikroskop i sięgającego po co raz to więcej fiolek,opętanego myślą stworzenia czegoś....ale nad czym on pracuję??Co chcę osiągnąć??-zakończenie jest otwarte.
Nie będę opisywał każdego utworu po kolei,bo raz,że to faktycznie jest bezsensowne,dwa jest tu aż 13 utworów,a ja nie mam zbytnio chęci każdemu pisać recenzji.
Myślę,że warto zwrócić najbardziej uwagę na takie kawałki jak Science,Nephilim Sons,Chaostar czy Little Music Box-piękne refreny,bardzo chwytliwe riffy i ten klimacior...fajna jest też końcówka Android,wprost kosmiczna,jakieś dźwięki nieznanej maszynerii,nie ludzki i zimny głos jakiegoś cyborga i przyjazne popierdywanie instrumentów.Też do ciekawych śmiało by możnało zaliczyć Radioactive za początkowe,zmechanizowane brzmienie gitar,ostro kopiące po dupskach.Co jeszcze?Myślę,że Telescope,które chociaż nie ma nic w sobie poza statusem bardzo przyjemnego kawałka,jakoś najbardziej nęci mnie z pozostałych,nie wymienionych tworów.
Tak więc,płyta Revolution D.N.A-Dark New Age można śmiało polecić każdemu,nie wybrednemu fanowi spokojniejszych odmian metalu lubiących przyszłościowy klimat.Najlepiej się jej słucha kiedy jest się zmęczonym,gdy się ma ochotę odpocząć od defowego napierdalania,a nie chcę się wsłuchiwać w spokojniejsze odmiany muzyki.Album może być też miłym zaskoczeniem dla starych fanów SF,którzy są na tyle otwarci,aby zrozumieć,że zespół ten nie zawsze napierdalał tak samo jak np. na Communion.
7/10